sobota, 26 stycznia 2013

Tarasowo...balkonowo...

     Oj jak ja się nie mogę doczekać wiosny,a właściwie to lata :)...no nie mogę po prostu znieść tego zimna...śniegu...mrozu...ech...i tak już sobie pomału planuję...a to jak wyglądał będzie ogródek... jakie kwiatki posadzić...jarzynki posiać w kąciku warzywnym...a najbardziej to mi siedzi w głowie balkon...w marzeniach już widzę jak siedzę sobie rano z kawką wśród kwiatów...albo wieczorem z lampka wina...ach...kiedy to będzie? Wiem,wiem czasu jest jeszcze mnóstwo...ale wole myśleć o tym niż o odgarnianiu śniegu...brrrrrrrr......a wracając do kwestii balkonu to ja zdecydowanie jestem posiadywaczem wieczorowo-nocnym i w związku z tym lubię bardzo jak mi coś pachnie koło nosa pięknie...wtedy można się zrelaksować po ciężkim dniu i nabrać energii na dzień następny...w takiej atmosferze najfajniej jest uporządkować sobie  sprawy,które w tej głowie siedzą...aromaty,winko,kocyk...fajne towarzystwo...czego chcieć więcej?


...zatem skoro zapachy takie ważne są to trzeba posiać sobie w pojemnikach rośliny,które właśnie w nocy pachną  najpiękniej...w dzień oklapnięte,wyglądające na przywiędłe w nocy pokazują swoja prawdziwą, królewską naturę...są wśród nich takie,których kwiaty otwierają się dopiero po zmierzchu,ale też takie które pachną i pieknieją dzien cały ale w nocy ich zapach jest najintensywniejszy...do tych pierwszych zaliczają się...
tytoń ozdobny
maciejka
nocny floks
wieczornik
dziwaczek jalapa
a do tych drugich między innymi....
wiciokrzew
lak pachnący

 lewkonia

"Nocne" kwiaty mają zazwyczaj jasne kolory,aby odbijać światło księżyca, a ich intensywny zapach to nic innego jak wabik na ćmy ,które je zapylają....ale nie ważne czemu....ważne,że pachną nam cudnie i umilają wieczory :))) 
Mimo swojego niezaprzeczalnego piękna w nocy, w dzień nie prezentują się one zbyt atrakcyjnie....zwisają smętnie...jednak łatwo to zatuszować sadząc koło nich inne letnie kwiaty...nocne kwiatuszki wymagają ziemi bogatej w substancje odżywcze oraz w miarę osłoniętego miejsca dlatego bardzo dobrym pomysłem jest posadzenie ich w przenośnych pojemnikach...można je wtedy przenosić i ustawiać gdzie dusza zapragnie...pod oknem sypialni....salonie...w ogrodzie...
No i jeszcze na koniec garść inspiracji balkonowych...niekoniecznie nocnych ;)







piątek, 25 stycznia 2013

Pachnotki....:)

       Zastanawiałam się o czym by tu w środku zimy napisać,bo przecież nie o śniegu ;) tego większość z nas ma dosyć za oknami na pewno :) pasowałoby już wiosennie...zdrowotnie...myślami jestem przy kiełkach...ale o tym było już tutaj,więc kiełkom dam spokój....Ale jako,że zimno i krótkie dzionki działają depresyjnie pomyślałam o czymś co nastrój,tudzież samopoczucie poprawia...i wpadłam na pomysł pachnący :) jak samodzielnie przygotować sobie pachnące olejki,kąpiele itd...

1. Olejek zapachowy....taki domowy do perfum być może nie byłby odpowiedni,ale dla własnego użytku jak najbardziej...osobiście testowałam nie jeden raz :))toteż polecam :) Na taki olejek potrzebny jest bezzapachowy olej, ja używam ze słodkich migdałów, oraz garść lub dwie lekko zwiędłych płatków róży. Płatki trzeba wsypać do butelki,słoika i zalać olejem...zostawić na kilka dni,aby olej nabrał aromatu po czym przelać przez sitko,i zalać tym olejkiem następna partie kwiatów...i tak razy kilka można,żeby zintensyfikować zapach...aż już uznacie,ze wystarczy,w końcu to wam zapaszek ma odpowiadać :) Nie tylko róża nadaje się na taki olejek...równie piękne zapachy można uzyskać z jaśminu,konwalii,lawendy,mięty,rozmarynu....co kto lubi :)

2.Kąpiel ziołowa....ach...super relaks ;) Jeśli mamy świeże zioła to wystarczy puścić na nie gorącą wodę a zaczną wydzielać swój aromat,taką odświeżającą kąpiel można sobie zaaplikować z rozmarynem,miętą czy werbeną cytrynową...tudzież z olejkami,które sobie zrobimy zgodnie z punktem pierwszym :))))

3. Kadzidełka....najlepiej szałwiowe...żeby takowe uzyskać należy związać łodygi szałwii w pęczek i powiesić do wyschnięcia...następnie przełożyć do jakiegoś ognio- czy żaroodpornego naczynka i niech się żarzą i pachną nam cudnie...tajemniczo i egzotycznie :) Oprócz szałwii możemy też użyć macierzanki,lawendy czy bylicy pospolitej....

4. Potpourri....zazwyczaj kupujemy gotowe...bo tanie i też pachnie :) ale takie domowe jest fajniejsze, mówię bo wiem ;)) można użyć do tego kwiatów róży i lawendy, pelargonii pachnącej,werbeny cytrynowej, mięty, a także innych roślin pachnących...fragmenty roślin, które chcecie umieścić w potpourri osuszyć trzeba na ręczniku papierowym, później zmieszać i na koniec dodać łyżkę zmielonych korzeni kosaćca florenckiego...z aptecznej półki :) i tyle.....proste :)


Niestety,kiedy cuda te czyniłam na własny użytek,zdjęć nie robiłam,bo nie myślałam jeszcze,że pisać kiedyś będę o tym,zatem zafundowałam Wam dawkę zdjęć w internecie znalezionych.
Zatem kochane miłego i aromatycznego relaksowania się wam życzę :)
Miłego popołudnia........

sobota, 1 grudnia 2012

Losowanie Kasiowego konkursu :)

       Dzisiaj moja córcia dostąpiła zaszczytu wylosowania zwycięzcy konkursu, który zorganizowała Kasia z Galerii w Podworcu http://galeriawpodworcu.blogspot.com/, Kasia przybyła do nas po południu...i już z góry sowicie Sarunię wynagrodziła za jej ciężką pracę przy losowaniu pięknym prezentem ;))...a do wygrania w konkursie była cudna butelczyna na mleko...sok...czy co tam komu się zamarzy :)...mamusia w duchu powtarzała,żeby małe łapki wylosowały ją ;)) ale jednak los chciał inaczej..hihi... niemniej serdecznie gratulujemy zwyciężczyni :) i polecamy się na przyszłe losowania :))) Pojadłyśmy :)...popiłyśmy magicznego nektaru i zabrałyśmy się za obowiązki...zrobiłyśmy losy i tutaj do dzieła wkroczyła Sara :))
Najpierw Sara z ciocią Kasią czarowały :)
Potem Sara z wielkim zaangażowaniem wylosowała  los :)))))
A na końcu próbowała zataić zwycięskie imię i pożreć papierek :))))))
Ale szczęśliwie udało nam się los uratować i ktoś będzie się cieszył z pięknej buteleczki :)
Jeszcze raz gratulujemy wygranej :)

sobota, 17 listopada 2012

Bombki...banieczki...święta ;)

     Dzisiaj typowo marketingowo :))...dostaliśmy już do naszego sklepu ozdoby choinkowe...przede wszystkim szklane bombki...wszystkie przepiękne...ręcznie malowane....prawdziwe cuda...i nie mogłam się powstrzymać,żeby ich Wam tutaj nie pokazać...przynajmniej części z nich ;) a nuż komuś się spodobają i zaglądnie do sklepiku :) Niestety zdjęcia nie oddają ich piękna ani w połowie...no cóż...zdjęcia robiłam ja...fotograf średniej marki...a i aparat nie jest z najwyższej półki :( za co z góry przepraszam!















No i wreszcie moje ulubione :) Wielkie (16 cm średnicy) z pięknymi malunkami :)






 A w sklepie internetowym będą od poniedziałku :) bo trochę czasu mi zajmie zanim je ogarnę :)
Pozdrawiam Was ciepło :)

wtorek, 13 listopada 2012

Hiacynty....i inne na parapecie :)

     Dzisiaj mały fotoreportaż i kilka wskazówek jak sadzić cebulki hiacyntów w doniczkach w domu...czyli tzw. pędzenie hiacyntów... żeby nam pięknie zakwitły na parapecie jeszcze w zimie...pod koniec bo pod koniec,ale jednak jeszcze w zimie :))) A oprócz hiacyntów zaplątały mi się tu jeszcze szafirki :) W sumie wszystko jest proste...potrzebujemy tylko ziemi, doniczek,cebulek, czegoś do przykrycia doniczek...i odrobiny wody :)
 Hiacynty sadzimy niezbyt głęboko....tak,żeby ponad ziemię wystawała ok. 1/4 cebulki...szafirki trzeba przykryć ziemią w całości,ale też wkładamy je niezbyt głęboko...jakieś 0,5 cm pod powierzchnią ziemi...
 Potem już tylko podlewamy,niezbyt dużą ilością wody...i odkładamy do ciemnego i zimnego miejsca...np. piwnicy...jeśli ciemną piwnicą nie dysponujemy to trzeba przykryć doniczki,dajmy na to inną doniczką...ja używam w tym celu ciemnych plastikowych doniczek, żeby ograniczyć dostęp światła do cebulek...dzięki temu mamy niemal 100% gwarancji,że kwiaty pięknie nam zakwitną, a nie tylko wypuszczą liście ....no i teraz co jakieś 2 tygodnie trzeba zaglądać do naszych cebulek czy nie pleśnieją i czy wypuszczają listki :) Hiacynty można wyjąć na parapet kiedy wypuszczą już dobrze widoczną "szyszkę" :) a szafirki...jak listki będą już sporej wielkości :) zatem powodzenia życzę w pędzeniu..:)) kwiatków oczywiście ;))



No i muszę zaznaczyć, bo właśnie to sobie uświadomiłam,że stoliczek i moją ulubioną kremowo-złotą osłoneczkę kupiłam już jakiś czas temu u Kasi z  http://galeriawpodworcu.blogspot.com/ :)
Pozdrawiam i miłego popołudnia Wam życzę :)

sobota, 10 listopada 2012

Lubczykowo...ziołowo....

     
     Dzisiaj kolejne ziółko w kolejce,tak się złożyło,że ta pora roku już mało ogrodowa jest...zimno...deszczowo i ponuro jest zatem to najlepszy czas,żeby jeszcze pozgłębiać ziołowe i domowe roślinki :) ...tym razem lubczyk ogrodowy....czyli ziele miłości :) gdyż od wieków używany jest jako składnik napojów miłosnych... jest to roślina wieloletnia należąca do rodziny selerowatych o bardzo specyficznym zapachu...maggi...osiąga wysokość od 50 do 150 cm....ma ciemno-zielone liście oraz żółtawe kwiatki...lubczyk toleruje większość gleb, z wyjątkiem ciężkich i gliniastych...najlepsze ph gleby to 5.0 do 7.6...najlepiej nawozić od czasu do czasu nawozem naturalnym....lubczyk najlepiej czuje się w słońcu...ale będzie nam rósł także w półcieniu.Wykorzystuje się zarówno korzeń jak i liście lubczyku...liście wykorzystywane są jako przyprawa do potraw, szczególnie do zup...korzeń jest niezwykle sławnym ludowym lekarstwem...gdyż ma właściwości moczopędne dlatego polecany jest przy chorobach przebiegających ze zmniejszeniem wydalania...wywar z korzenia używany jest w przypadku nieżytu dróg moczowych i niestrawności....a także łagodzi bóle menstruacyjne...co ciekawsze stosowany był również jako lek zwiększający pobudliwość seksualną...a do tej pory stosowany jest w leczeniu bólów żołądka, problemów z pęcherzem i nerkami, reumatyzmu, skazy moczanowej oraz migrenowych bólów głowy....surowiec zbiera się w drugim i trzecim roku po zasadzeniu...trzeba go oczyścić pokroić na mniejsze kawałki i wysuszyć w temperaturze ok 35 stopni...
     W kuchni lubczyk ma mnóstwo zastosowań...oczywiście najbardziej popularny jest jako przyprawa do zup...ale można tez nim przyprawiać duszone mięsa, smażone warzywa, placki ziemniaczane, kurczaka...a także owoce morza...można też natrzeć liśćmi lubczyku miskę w której będziemy podawać sałatę, gdyż wtedy sałata nabierze selerowego, świeżego aromatu i smaku...jeśli do potrawy dodajemy liście lubczyku należy je zawsze dokładnie i drobno pokroić, gdyż są raczej twarde...to samo tyczy się łodyg...twardych i włóknistych...łodygi po sparzeniu wrzątkiem stają się miększe i można je wtedy jeść jak łodygi selera....sparzone można tez kandyzować i używać do dekoracji deserów...nasiona dodawane są do chlebów,ciast, krakersów...itp :)
    To tyle w tym temacie na dzisiaj...życzę Wam udanych parapetowych ogródków ziołowych :) Miłego jesiennego popołudnia :)